niedziela, 11 sierpnia 2013

I rozdział, yaay



20.09.2012.
Świetnie. Piszę komputerowy pamiętnik jak jakaś dziesięciolatka, wyżalająca się na cholernie nudnym blogu (w dodatku takim, gdzie wszędzie są błędy ortograficzne), którego i tak nikt nie czyta. Czas kupić sobie czarne ciuchy i mówić do każdego że go nienawidzę.
W zasadzie nie wiem czemu zaczęłam to pisać. Hm. Moje życie jest chyba nawet na to za nudne, chyba że kogoś fascynuje opis zdobywania nowych obserwujących na Twitterze.
Może najpierw opowiem o sobie.
Imię? Lucy. Czyli normalnie. Szału nie ma, rodzice zbytnio się nie wysilali.
Wiek? Cóż, podobno „wiek to tylko liczba”. Zgadzam się. Chodzę do 2 klasy liceum, a niektórzy chłopcy zachowują się jak niedorozwinięte umysłowo pięciolatki.
Chłopak? Brak. Jak już napisałam powyżej, niektórzy chłopcy zachowują się tak, jak się zachowują. A ci, którzy są fajni, są w „elicie”, a kontakty intymne między grupami w naszej szkole są niedozwolone. Trochę tak jak na drabinie feudalnej w średniowieczu. Ja tu jestem na poziomie ‘mieszczaństwo’. A taki szczególnie fajny chłopak, który cholernie mi się podoba jest na poziomie ‘cesarstwo’, a tam w najbliższym czasie na pewno nie trafię.
Rodzina? Mama Victoria (której hobby to nie wiadomo z jakiego powodu kolekcjonowanie pustych buteleczek po lakierach do paznokci) i tata Kane (który uwielbia robić domowe pączki, w potem wszystkie zjadać, nam pozostawiając jedynie po jednym – to, że jest fanem swoich pączków widać po jego brzuchu). Poza tym mam dziewięcioletnią siostrę Hayley, która jest największym pokemonem, jakiego świat widział, włączając w to adminki ze stron na Facebooku typu ‘Justin Bieber to mój mąż i nic ci do tego ;**’
Przyjaciele? 4 najbliższych, w tym dwóch to faceci – geje, Ellis i Mike. Są razem. A ich wspólne marzenie to posiadanie trójki dzieci. I wzięcie ślubu w Nowym Jorku (od kiedy dowiedzieli się, że małżeństwa homoseksualne są tam dozwolone). I moja „sweetheart” – jak to określa Mike -, czyli Katherine. Katherine jest ładna, (prawie) wszyscy chłopcy na nią lecą. W dodatku ma cycki. Jedyny powód, dla którego z nikim nie chodzi: nie wolno kontaktować się (intymnie) z facetami z innych grup. No, i jeszcze Meg. Meg jest świetną przyjaciółką, i także bardzo ładną. Ale powód, dla którego nie chodzi z żadną osobą (czyt. facetem) – jest lesbijką. Jednak nie muszę się martwić czy jej się podobam, bo wygarnęła mi szczerze że dopóki dobrze widzi, we mnie się nie zakocha.
- Ale nie twierdzę, że jesteś brzydka – powiedziała Meg, kiedy poinformowała mnie o powyższym fakcie. – Po prostu nie jesteś w moim typie.
Ten „szczególnie fajny” chłopak? Zayn. Zayn Malik, oczywiście – największe ciacho w naszej szkole, przewodniczący, główny rozgrywający. Po prostu jest popularny i kochają się w nim prawie wszystkie dziewczyny w tej szkole. Moje zauroczenie do niego trwa od ponad roku. A on przez ten cały czas zdążył powiedzieć do mnie „cześć” całe dwa razy (w tym raz kiedy wpadłam na niego na korytarzu gdy biegłam do klasy w obawie że się spóźnię i praktycznie uderzyłam go torbą w twarz, bo latała na wszystkie strony).
TAK WIĘC – JESTEM PRZEKONANA, ŻE ON ODWZAJEMNIA MOJE UCZUCIA.
Zainteresowania? Zakupy. Czy jest coś fantastyczniejszego? Ubrania uśmiechające się do Ciebie, mówiące ‘kup mnie’, pokazujące największe zalety figury. Najbardziej gustuję w lumpeksach, bo nie mam zbytnio kasy na kupowanie w centrach handlowych. A ponieważ w szkole, do której chodzę, osoba bez vansów lub conversów jest nikim, kupiłam sobie podróbki vansów (całe 8 dolarów) i w ich środku ciemnobrązowym markerem zrobiłam popularne logo. Wyszło mi tak dobrze, że Mike – wielki miłośnik zakupów, chyba nawet większy niż ja – poprosił o zrobienie takiej samej podróbki logo na jego niby-vansach.
Muszę przerwać pisanie, bo zapomniałam zatkać flamaster i mam cały łokieć ujebany turkusowym wkładem.

22.09.2012.
Jest niedziela.
Nienawidzę niedziel.
W każdą niedzielę muszę udawać przykładną córeczkę, gdy jedziemy na co tygodniowy obiad do babci i dziadka. W dodatku babcia jest tak religijna, że według niej każdy w niedzielę powinien chodzić ubrany jak zakonnica, nawet przy 30 stopniowym upale, bo 'golizna w dzień święty nie przystoi'. Poza tym - na obiedzie i babci i dziadka muszę się zachowywać tak, jak każą mi rodzice (muszę być idealna by dziadkowie nie powiedzieli do rodziców, że wpadając w wieku 18 lat popełnili OGROMNY błąd a tym błędem jestem właśnie ja).
A ostatni powód jest najgorszy: kiedy o 22 siedzę na facebooku, widzę posta mówiącego o tym, że jutro baba z biologii ma pytać z materiału z CAŁEJ I KLASY (tydzień temu w poniedziałek mnie nie było i oczywiście zapomniano mnie poinformować).
Jeśli pomyśleliście że postanowiłam się tego uczyć - NIE. Błagam, chyba nikt nie jest na tyle głupi. Postanowiłam zrobić to, co zrobiłby każdy normalny uczeń: wpisałam w Google 'sposoby na zachorowanie'.
*
- Musimy mieć gdzieś te ogórki - mruknęłam do siebie, grzebiąc w lodówce. Były mi potrzebne do zrealizowania punktu 1 w liście pomysłów na szybkie zachorowanie (którą znalazłam na stronie o jakże intrygującym adresie: www.pieprzycwszystko.com), który brzmiał: 'Po zjedzeniu ogórka kiszonego i popiciu go colą przez kilka godzin będziesz wymiotować'. O colę nie musiałam się martwić - cały zapas mieliśmy w szafce (tata jest miłośnikiem wszystkiego co ma +400 kalorii). Znalazłam po chwili ogórki (dzięki Bogu). Zjadłam całe trzy – wielkie osiągnięcie – i popiłam je szklanką coli. Jeżeli chcecie wiedzieć, czy to działa…
Podsumuję to tak: GÓWNO PRAWDA.
Wymiotować chciało mi się tylko raz (ogórki kiszone + cola <<< papier ścierny), ale nie udało mi się tego zrobić, bo mam za mocny żołądek (zapamiętać: na imprezie nie będę musiała ograniczać alkoholu bojąc się że po pięciu kieliszkach szampana zagryzanych kiełbasą wybuchnie mi wątroba czy coś).
Dlatego też przeszłam do punktu 2 na wcześniej wspomnianej liście: ‘Po zjedzeniu łyżeczki cynamonu rzygasz jak pies’. W zasadzie tego punktu nie zrealizowałam – bo owszem, mam mocny żołądek, ale nie specjalnie chciałam narazić się na dożywotnie wymioty, a przecież mój brzuszek nie jest zrobiony ze stali.
Okay. Przejdźmy do porady numer 3.
„Schlej się & ciesz się wymiotowaniem przez najbliższe 2 dni! (+ cholernym bólem głowy)”.
OCZYWIŚCIE. A RODZICE NA PEWNO SIĘ NIE SKAPNĄ, GDY MAGICZNYM SPOSOBEM Z BARKU ZNIKNIE IM BUTELKA WÓDKI. Poza tym średnio mam ochotę na zostanie nastoletnim menelem który pije gdy ma problem (ze szkołą, i robi to żeby mama go tam nie puściła).
Porada numer 4: „Zjedzenie surowego ziemniaka wywołuje gorączkę”.
Po stwierdzeniu ‘raz się żyje’ postanowiłam wypróbować tą metodę. Wzięłam więc ziemniaka z reklamówki pod zlewem, obrałam go, umyłam i ugryzłam. Był trochę gumowaty, ale jeżeli przy co drugim gryzie popijało się go Mirindą, dało się przeżyć, tak więc jeżeli jedyne co będziecie mieć w domu to surowe ziemniaki, butelka Mirindy i brak możliwości ugotowania tego pierwszego: to da się zjeść. Nie umrzecie z głodu. Tylko że potem zaczynacie odczuwać coś dziwnego, jak ja.
Po zjedzeniu jednej czwartej ziemniaka zaczęło robić mi się niedobrze.
Po połowie zaczęłam widzieć przed oczami kolorowe plamy. Nie przypominałam sobie żebym posypywała tego ziemniaka kokainą.
Po zjedzeniu trzech czwartych ziemniaka zaczęło mi odwalać tak, jak w tych wszystkich filmach po wpieprzeniu narkotyków. Pomimo jednak mojego częściowego zaćmienia umysłu postanowiłam – całkiem świadomie – że schowam ziemniaka do szuflady w moim pokoju (nie chciałam wyrzucić go do śmieci w obawie że mama go znajdzie gdy będzie szukać w koszu pustych buteleczek po lakierze i zacznie zadawać mi 87539 pytań na ten nieco niezręczny temat). Potem postanowiłam opisać cały ten dramat tu, a dopiero potem położyć się spać.
Tak więc – skończyłam. Idę umierać na moim łóżku (wciąż mam przed oczami kolorowe plamy).
Dobranoc! xo


 (pamiętniku, oto zdjęcia moje & moich przyjaciół. kiedy za 69 lat będę czytała ten pamiętnik będę myślała 'oh, byłam taka brzydka, a Zayn i tak mnie zechciał. hehehehe.':
 
ta tutaj to ja (ehh).

To moja Katherine <3

Zayn (zdjęcie wykradnięte przez Megan z jego iPhone'a)

Megan (nie wygląda na lesbijkę, prawda?)

moje kochane geje (z lewej Ellis, z prawej Mike)
NO WIĘC MAMY 1 ROZDZIAŁ, YAAY. mam nadzieję że nie zasnęliście z nudów przy jego czytaniu. OBIECUJĘ, że 2 będzie lepszy. myślę że dobrze dobrałam głównych bohaterów, chociaż połowa to obsada Victorious (i geje są z Glee, gdzie nie są gejami, hahahah) c:
PS.: PAMIĘTAJ ---> CZYTASZ = KOMENTUJESZ

to wiele dla mnie znaczy, bo dużo spędziłam nad tym rozdziałem! :)
kc
@selenaxis.

PS2.: jeżeli chcesz być informowana o nowych rozdziałach, napisz mi o tym w komentarzu, podpisując się nickiem z Twittera. :) x